Ducha nie gaście |
Scena I. Stworzenie świata. (Rdz 1)"Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami."
Dlaczego tak bardzo lubię ten fragment? Bo mówi o czymś niesamowitym. Nie o wyczarowaniu królika z pustego kapelusza, lecz o stworzeniu z nicości całego wszechświata, który jest dla nas nadal niepoznany. Nie tylko o stworzeniu czegoś co można zobaczyć, dotknąć, zmierzyć, ale także o ustanowieniu praw rządzących całością, począwszy od ziarenka piasku a kończąc na kosmosie (przyroda nieożywiona) i począwszy od najprostszej komórki do złożonych organizmów (świat istot żywych). Są to prawa poznane i jeszcze niepoznane przez naukowców, którzy żyli i dopiero się narodzą razem wziętych. A wszystko to ustanowił jeden Bóg-Stwórca. Jakaż to nieowyobrażalna potęga. Jest głupcem ten kto ją lekceważy lub nie wierzy, że "dla Boga nie ma nic niemożliwego." Lubię ten fragment, bo mówi o tym, że ta niewyobrażalna potęga-Bóg stwarza świat z wielką miłością i radością. "A widział Bóg, że były dobre." A tym kogo szczególnie ukochał jest człowiek. "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę." Nie tylko stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, ale także dał nam wszystko co stworzył we władanie. "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem." Chyba nigdzie indziej w Biblii nie można bardziej odczuć potęgi, ale też bliskości Boga. Gdy myślę o scenie stworzenia świata, to natychmiast przypomina mi się słowo dabar (patrz zakładka "Przeczytane"). Myśl Boga tak genialna, że od razu staje się słowem i czynem. Zapraszam do obejrzenia prezentacji "Stworzenie świata w/g Biblii" |
Scena II. Józef egipski. (Rdz 37-50)Flavitsky "Sprzedanie Józefa przez braci"
Czemu lubię tą historię? Bo to ciekawa, wielowątkowa opowieść. Są bracia, którymi targa uczucie zawiści tak silne, że posuwają się do podłego czynu. Jest Ruben, który nie ma odwagi się przeciwstawić. Choć chce uwolnić wrzuconego do studni Józefa, przybywa na miejsce zbyt późno, gdy ten zostaje już sprzedany. Jest też zła żona Potifara, która kłamie, aby się zemścić. Jest więzień-podczaszy faraona, który zapomina o danej obietnicy. Jest też Józef. Źródłem jego siły jest to, że: "Pan był z Józefem..." To piękna opowieść o wielkiej szlachetności, ale też sztuce przebaczania. Tak bardzo potrzeba nam Józefów... |
Scena III. Przypowieść o synu marnotrawnym. (Łk 15,11)Murillo "Powrót syna marnotrawnego"
"Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników." Jest też kochający ojciec, wyglądający powrotu syna. "A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go." Jest drugi syn, który okazuje złość na ojca za ponowne przyjęcie brata: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę." Każdy słyszał porównanie ojca do przebaczającego Boga i porównanie nas grzeszników do syna marnotrawnego. Trudno z tym dyskutować, bo skojarzenie jest oczywiste. Jednak najbardziej w tej przypowieści zwraca moją uwagę postać drugiego syna. Rozumiem jego lojalność wobec ojca, ale rozumiem też jego ludzki żal. Jak trudno czasem być synem niemarnotrawnym. Jakby w odpowiedzi na moją wątpliwość pojawiają się słowa: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy" To jakby błogosławieństwo ziemskiego ojca (rodziców) i błogosławieństwo Niebieskiego Ojca wobec kochanego dziecka. Przez większą część życia jesteśmy synami marnotrawnymi, ale jeśli zdarza się nam być tym niemarnotrawnym i ogarnia nas zwątpienie, to pamiętajmy o tym błogosławieństwie: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. |
Scena IV. Abraham (Rdz 22,1) i Hiob (Hb)Może to zestawienie wydawać się dziwne, ale te dwie biblijne postacie łączy coś szczególnego. Historię Hioba, któremu poświęcona jest cała księga, można opowiedzieć w kilku zdaniach. Abraham to wielka postać biblijna. A jednak... Gerard Seghers "Cierpiący Hiob"
"nie ma na całej ziemi drugiego, kto by był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on". Szatan poddaje w wątpliwość tą wierność Hioba i dwukrotnie proponuje wystawić go na próbę. Za pierwszym razem uzyskuje zgodę Boga na pozbawienie Hioba dobytku i zabicie rodziny. I cóż mówi Hiob? "Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione". Za drugim razem Pan Bóg pozwala, aby Hiob zachorował na trąd. I co tym razem mówi? "Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?". Nie dość tego, Hiob podczas burzliwych rozmów z krewnymi broni Boga.
Abraham też zostaje wystawiony na próbę. Pan Bóg mówi do niego: "Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę". I co robi Abraham? Już następnego dnia wyrusza z synem na wskazane miejsce, ze spokojem odpowiada na pytanie Izaaka o ofiarę: "Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój". A po przybyciu na miejsce buduje ołtarz, kładzie na nim syna i sięga po nóż. de La Hire "Abraham i Izaak" Nie do wyobrażenia jest sytuacja, abym mogła zabić własne dziecko i nie sądzę, aby Pan Bóg wymagał takiej ofiary. Ale w życiu każdego człowieka przychodzi moment próby. Czasem jest to choroba w rodzinie, czasem śmierć bliskiej osoby, nieudane małżeństwo. Nikt nie wie jakie plany wobec nas ma Bóg. Hiob i Abraham znaleźli się w sytuacji ekstremalnej. Ich bezwzględna wierność i bezgraniczne zaufanie zostały sowicie nagrodzone. To co jednak najbardziej zadziwia mnie w postawie obu postaci, to fakt, że ani Abraham ani Hiob nie okazali nawet cienia wątpliwości. Ten sam Abraham, który "handlował" z Bogiem o uratowanie Sodomy, ani jeden raz nie zaprotestował na polecenie zabicia swego syna. A przecież oczekiwał go tyle lat. Hiob nawet na chwilę nie zwątpił w miłość Boga, mimo spadających na niego cierpień fizycznych i psychicznych. To niesamowite i po ludzku nie do pojęcia. A jednak... Gdy czasem przychodzi mi do głowy myśl "Dlaczego ja?" i chcę się buntować to przypominam sobie te dwie biblijne postaci. Komentarz Ani:Zrozumiałam, że Bóg wystawiając Abrahama na taką próbę chciał uzdrowić jego miłość, chciał mu pokazać co to jest czysta miłość. Czysta miłość nie polega na posiadaniu drugiego człowieka - syn nie jest własnością ojca, jak się mogło Abrahamowi przedtem wydawać. Każdy drugi człowiek należy do Boga, jest "własnością" Boga i to Bóg wybiera dla niego drogę życia, długość życia, moment śmierci. Czysta miłość to pozostawienie drugiego człowieka dla działania Boga, nawet jeśli to by miała być śmierć. Abraham schodzący z góry Moria innymi już oczami patrzył na Izaaka i była to inna miłość. "Kocham Cię tak mocno, że pozwalam Ci odejść" -usłyszałam kiedyś w komentarzu do tego tekstu. |
Scena V. Miłosierny Samarytanin. (Łk 17,30)Giovanni Batista "Dobry Samarytanin"
Może lubię tą scenę, bo jestem lekarzem, a może dlatego, że chcę pomagać innym... Oto obok pobitego przez zbójców człowieka leżącego przy drodze przechodzą ludzie. Dwóch z nich: kapłan i lewita mijają go obojętnie. Trzeci, Samarytanin widząc cierpiącego "wzrusza się głęboko" i pomaga mu. Nie tylko osobiście zaopatruje rany pobitego mężczyzny, ale też zabezpiecza go na następne dni, zawożąc do gospody, opłacając nocleg i opiekę. "Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał" Nie wiemy czy obaj bohaterowie przypowieści jeszcze się spotkali. Nie wiemy czy napadnięty człowiek w jakikolwiek sposób podziękował wybawcy. Pewne jest, że Samarytanin nie oczekiwał zapłaty. Miłosierny Samarytanin zawstydza mnie. Zawstydza swoją absolutną bezinteresownością, żeby nie powiedzieć szczodrością wobec człowieka, którego nie zna. Zawstydza mnie swoim otwarciem na drugiego potrzebującego pomocy. Wiele jest osób, które chcą pomagać innym, ale często uspokajamy swoje sumienia myśląc: "Już wystarczająco dużo pomogłam(em)". Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy pomoc komuś wymaga poświęcenia. Samarytanin uczy jednak: zawsze można pomóc bardziej i wcale nie kieruje się obietnicą zapłaty. |